Spokojny i słoneczny dzień w Poznaniu. Do Arki przyjechali goście z Wrocławia. A od nas wyruszyli do tegoż miasta. I jeszcze czwórka do Szczecina na letni wypoczynek. Przeor dominikanów w trakcie kazania opowiedział piękną historię wziętą z życia Ojca Adama Bonieckiego. Udało mi się ją znaleźć w oryginale:
"Kiedyś wezwano mnie do szpitala, do pewnej umierającej kobiety. Zastałem ją siedzącą na łóżku, promienną, nieźle wyglądającą. Pytam: - Pani tak nic, nie boi się? W odpowiedzi cudowny uśmiech: - Przecież ja całe życie do Niego idę. I umarła zaraz potem, po mojej wizycie. To było przed wielu laty, ale pamiętam, jakby to było dzisiaj. Towarzyszyłem różnym ludziom w ostatnich chwilach życia. W człowieku jest tyle emocji. Jednego dnia się boi, drugiego dnia nie, jednego się godzi, drugiego chce żyć. Przerażenie, nadzieja, wszystko się miesza."