Spowiedź dzisiejsza u Dominikanów. Roztrzęsienie i zdenerwowanie. Lepiej niż ostatnio, ale znowu nie do końca trafiłem w to co najgorsze. Umyka mi to. Konto wyczyszczone(?), trzeba dalej iść przez życie, wyznaczyć sobie jakiś cel, wyzwanie do realizacji. Bo ja ciągle: "Jakim mnie Panie Boże stworzyłeś, takim mnie masz". A to już dwadzieścia sześć lat po tym świecie chodzę. Co po mnie zostanie? Jakiś dobry uczynek przez przypadek popełniony? Książki w których szukałem mądrości i nic nie znalazłem? Zamiast coś tworzyć, rozwijać się, żyć... ja... zesrałem się do środka. Ciągle trwam, tyle umiem. Świadomość przeniknięta bólem (czasami zniknie, ale siedzi gdzieś z tyłu czaszki), który sam sobie zadaję. Weź człowieku odpowiedzialność za swoje życie, kiedy masz zamiar to wreszcie zrobić, po śmierci? Samobójstwo jest dosyć ekstremalnym rozwiązaniem, ucieczką nieodwołalną. Może Bóg okazałby mi swoje nieskończone Miłosierdzie. Nie, mi potrzeba metanoi, przemiany myślenia...
Dziesięć najważniejszych słów:
- człowiek
- dom
- nadzieja
- ból
- życie
- droga
- manowce
- sens
- Bóg
- lęk
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz